Zacznijmy
od początku…
Jakieś
4/5 lat temu (chwilę po tym jak Bóg uratował moją rodzinę I
zmienił moje życie, ale to może kiedy indziej) mając “naście”
lat, usłyszałem o czymś takim jak: “rozeznawanie powołania”.
Czym
jest rozeznanie powołania ?
Jeśli
trafiłeś tu nie do końca celowo i nie wiesz co to rozeznanie
powołania nie uciekaj, już tłumaczę. Dla ludzi w kościele,
chrześcijan, katolików (ale nie tylko) rozeznawanie powołania jest
czymś, można by rzec codziennym. W najprostszych słowach jest to
dojście do tego jaki plan ma dla nas Bóg, jaką drogą chce żebyśmy
poszli, jaka ścieżka jest najbardziej zgodna z naszym sercem.
Rozeznajemy w różnych sytuacjach, w sprawach dużej rangi takich
jak powołanie, ale też w rzeczach mniejszych jak decyzja związana
z podjęciem się jakichś wyrzeczeń, postów, czy jakichś wydarzeń
w naszym życiu np. pielgrzymka czy rekolekcje. Rozeznawać można na
wiele sposób i tu też o tym powiem parę słów, ale nie na tym
chciałbym się skupić (chcesz wiedzieć jak, poszukajcie w
internecie na pewno znajdziecie odpowiedź, a są I książki które
tego dotyczą, a jak chcecie mieć informacje od gości którzy mają
“chody” w tym temacie to zapytajcie znajomego /albo nie/ ksiądz,
lub znajomej /ale nie koniecznie/ siostry ;-) )
Oprócz
tego, że usłyszałem o rozeznaniu powołania, w moim sercu urodziło
się pragnienie rozeznania, poznania drogi jaką Bóg dla mnie
przygotował. No i fajnie, wiem co to rozeznanie, mam pragnienie rozeznawania, ale tak w praktyce, JAK TO SIĘ ROBI?
Usłysz
Go...
Słyszałem
o tym, że czytając Pismo Święte, Bóg mówi do człowieka. Więc
pokierowałem się tym sposobem, ale ja nie czytałem po prostu
Słowa. Ja je otwierałem. W Piśmie Świętym jest jeden fragment o
tym jak Jezus, właśnie w taki sposób czyta Pismo:
“Przyszedł
również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał
się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu
księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na
miejsce, gdzie było napisane:
Duch Pański spoczywa na Mnie,
ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie,
abym ubogim niósł dobrą nowinę,
więźniom głosił wolność,
a niewidomym przejrzenie;
abym uciśnionych odsyłał wolnymi,
abym obwoływał rok łaski od Pana.
Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli»” (Łk 4, 16-21)
Duch Pański spoczywa na Mnie,
ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie,
abym ubogim niósł dobrą nowinę,
więźniom głosił wolność,
a niewidomym przejrzenie;
abym uciśnionych odsyłał wolnymi,
abym obwoływał rok łaski od Pana.
Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli»” (Łk 4, 16-21)
Jezus
otwiera Pismo w ten sposób raz. Czemu? I czemu akurat kiedy jest u
siebie? Myślę, że dlatego że było to dla Niego ważne miejsce, a
jak czytamy dalej (do czego zachęcam ;-) ) nie został tam mile
przyjęty. Może właśnie dlatego zdecydował się na tak
niekonwencjonalną (jakby nie patrzeć) formę czytania Pisma. Nie
wiem.
Krążą
też różne zdania o tym czy warto, czy nie warto otwierać Pisma w
ten sposób. Głównie ze względu na to że czasami wychodzą z tego
różne śmieszne, albo mniej śmieszne sytuacje. Ja słyszałem
anegdotę, gdy pewien człowiek modląc się I prosząc Boga o radę
w utrapieniu otworzył Pismo właśnie w taki sposób i przeczytał:
"oddalił się, potem
poszedł i powiesił się”
(Mt
27,5b).
Nie
jestem nikim wielkim by o tym decydować, czy masz tak otwierać
Pismo czy nie.
Nie
wiem.
Wiem,
że mi to pomogło.
Przed
każdym takim otwarciem, modlę się o Ducha Świętego, po to by
przyszedł ze Swoim słowem. Dał mi odpowiedź. Mówił do mnie, ale
także by przyszedł do mojego serca i rozumu ze Swoim światłem i
uzdolniał mnie w rozumieniu tych słów oraz wdrażaniu ich w życie.
Dopiero po tej modlitwie, otwieram Pismo.
Cierpliwość...
Nie
rozumiesz, nie widzisz odpowiedzi? Nie martw się. Rozeznanie to
proces, trzeba nauczyć się słuchać. Czasem Bóg nie daję
odpowiedzi od razu, po to by nas dobrze przygotować, czasem po to by
nas sprawdzić, a czasem po prostu to nie jest jeszcze ten moment.
Bądź cierpliwy, trwaj, czekaj, tyle ile będzie trzeba. Bóg
przychodzi w najlepszym momencie, czasem w najmniej spodziewanym.
Rozeznanie
to też czas hartowania ducha, nauki cierpliwości.
Nie
porzucajcie więc ufności waszej,
która ma wielką zapłatę. Albowiem wytrwałości
wam potrzeba,
abyście, gdy wypełnicie wolę Bożą, dostąpili tego, co obiecał.
Bo jeszcze tylko mała chwila, a przyjdzie Ten, który ma przyjść,
i nie będzie zwlekał; (Hebr. 10,35-37)
W
głąb serca…
Rozeznanie
to modlitwa. To rozmowa w której, uczę się słuchać, słyszeć
Jego głos. Jego odpowiedź, na sprawy które są, jakby nie patrzeć,
dla mnie istotne, ważne, jak nie najważniejsze (w wymiarze
ludzkim). Dlatego decydując się na rozeznanie, nie możemy
zapomnieć o sercu.
Przy
moim rozeznaniu serce, też bardzo mi pomogło. Pewien ksiądz
powiedział mi, że wola Boża, nigdy nie jest sprzeczna z
pragnieniami. Bóg chcę dla Nas dobra, więc kształtuje naszą
drogę w taki sposób by była dla Nas najlepsza.
W
trakcie rozeznawania, warto zanurzyć się wgłąb serca i w trakcie
modlitwy, szukać i analizować swoje pragnienia w Jego obecności. O
czym warto tu pamiętać? O tym, że pragnienia wynikają z potrzeby
serca i nie są one tym samym co marzenia, pragnienia dotyczą spraw
wyższego rzędu, odpowiadają za oddech naszego serca, za nasze
Życie, przez duże “Ż”.
Słuchaj,
mów, ale słuchaj…
Rozeznanie
to też modlitwa. I jak wiadomo, modlitwa to rozmowa z Nim, głównie
o Tobie, ale z Nim. Co jest ważne w modlitwie przy rozeznaniu?
/Paradoksalnie/ Cisza.
Nie
przegadaj tego, wiadomo proś, pytaj, dziękuj, przepraszaj, mów o
swoich pragnieniach, ale przede wszystkim słuchaj. Bardzo łatwo
można wejść w monolog z Panem Bogiem. Nie dawaj mu przygotowanej
umowy na swoje życie, z wyróżnionymi wszystkimi aspektami,
minimalnymi zarobkami, wymiarem domu, uwarunkowaniami fizycznymi
przyszłej żony czy męża.
“Panie
Boże, no to wiesz. Dom z basenem, no bo lubię pływać wiesz, ale
najbliższy sąsiad to tak 500 metrów dalej, bo lubię spokój. Nie
potrzebuję dużo zarabiać, tak 20… hm 25 tysięcy w zupełności
wystarczy. No i żona
żeby
ładna była, brunetka, bo z blondynką to źle będę wyglądał na
zdjęciach. I żeby ciut wyższa była, ale nie za wysoka, taka z
10 cm niższa ode mnie, no i żeby miała czym oddychać, nie musi
mieć na czym siedzieć, ale niech oddycha jej się dobrze, bo teraz
to smog to różne, rzeczy bywają, także ten no. I jedno dziecko,
bo więcej to już problem się robi, sam rozumiesz, ty tylko Jezusa
miałeś. Także tego Amen.”
NIEEEEEEEE…
Bóg
nie chce od Ciebie listy życzeń, żeby przybić Ci tylko pieczątkę
pod Twój plan na Twoje życie. Nie.
Bóg
chcę zaufania. Ufności. Oddania mu twojego i mojego planu, po to by
On mógł pokierować naszym życiem. Ufaj i słuchaj. Bóg jest w
Ciszy, szukaj go, a znajdziesz. Puka, wystarczy mu otworzyć. Nie
słyszysz? Zamknij oczy i posłuchaj...
Czas
spotkania z Nim…
Bardzo
pomógł mi przy rozeznaniu również czas spędzony na rekolekcjach.
Myślę, że ze względu, na parę kwestii.
Po
pierwsze sam fakt spędzenia pewnego okresu czasu (w moim przypadku
to było 10 dni) z Nim w praktycznie ciągłym kontakcie, z
ograniczeniem bodźców rozpraszających (internet, telefon,
komputer, informacje, rodzina, znajomi, codzienna rutyna czy
obowiązki Itd. Itp.). Sprawiło to, że czas ten był z Nim, dla
Niego i dla mnie. Czyli idealna opcja na rozeznanie.
Oprócz
tego kwestia wyciszenia i wsłuchiwania, w Jego głos i w Swoje
serce. Myślę, że na rekolekcjach jest to znacznie prostsze niż w
codzienności. Kolejna opcja to czas, gdzie nie muszę o niego
walczyć między, obiadem, nauką, pracą, a praniem do wywieszenia,
czy spacerem z psem. Po prostu go mam, dla Siebie i Niego. Po za tym
codzienna Eucharystia, z Adoracjami co drugi dzień, konferencje o
Nim, grupki dzielenia, czas na modlitwę, uwielbienia I Jego obecność
w tym wszystkim, ciągły kontakt.
Ostatnią
kwestią w moim przypadku było miejsce, czyli góry. Miejsce oddechu
serca. Góry dające spokój, ale przypominające mi na każdym kroku
w przyrodzie, jak Bóg jest potężny i jak wielką ma władzę nad
Nami. Góry w których wiem, że On jest obecny.
Ja
i pokora...
Wiecie
w Piśmie Świętym jest pewien obraz, który powtarza się wiele
razy. Spotkanie Boga z człowiekiem. Właśnie na górze, czy to
Jezus, wychodzący z uczniami, czy Mojżesz i tablice, czy Abraham z
Synem, a to nie wszystko. Wielokrotnie Bóg spotykał się z
człowiekiem na górze. I ja też mam takie poczucie, że właśnie w
górach najłatwiej mi go spotkać, najbardziej po drodze. Może
dlatego, że to właśnie wędrując po górach z człowieka naprawdę
wychodzi człowiek. Na szlaku nie ma miejsca na udawanie, źle się
czujesz to jesteś zbyt zmęczony żeby zgrywać twardziela, po
prostu widać po Tobie, że masz się źle. Czujesz się dobrze, też
to po Tobie widać. Musisz okazywać pokorę, pokazać swoją
słabość, nawet jak jesteś super przygotowany fizycznie, musisz
schylić czoło przed naturą, przed Bogiem ukrytym w górach, w
chmurach które idą, w deszczu, burzy, śniegu, czy palącym słońcu.
Nie ma tu miejsca na brawurę. Człowiek, Bóg i góry. POKORA.
“Po
sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i
zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam się przemienił
wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden
na ziemi folusznik wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z
Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do
Jezusa: «Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty:
jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza».Nie
wiedział bowiem, co powiedzieć, tak byli przestraszeni. I zjawił
się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To
jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!»“
(Mk,
9, 2-7)
Noc…
Moje
rozeznanie powołania trwało jakieś pół roku.
Jedni
powiedzą długo. Inni powiedzą krótko. Ja powiem w sam raz. W sam
raz dla mnie.
Przez
ten czas otwieralem Pismo, patrzyłem w serce szukając i analizując pragnienia, modliłem się, wołałem, pytałem, prosiłem, znów
otwierałem Pismo, znów wołałem, szukałem, patrzyłem, prosiłem,
słuchałem… I tak wielokrotnie, z nadzieją i cierpliwością, z
oczekiwaniem na odpowiedź. W między czasie przeżyłem także 10
dniowe rekolekcje w Beskidzie Żywieckim.
Czy
były momenty, załamań, kryzysów? Oczywiście. Co wtedy? Nic.
Wracać i rozeznawać dalej. Nie buntować się, nie obrażać na
Pana Boga. Czekać, cierpliwie czekać. Słuchać, trwać i ufać. On
przyjdzie.
***
I
przyszedł.
Nocą,
po
cichu,
Jak
lekki powiew,
w
Słowie
Otwartym
Tak
wiele razy.
z Tobiaszem
do
Sary
Ubranej
we łzy,
Wlał
pokój,
radość
nieopisaną.
I
kapał
deszcz
radosny
z
rosy
spływającej
z serca
Co
obiecał
to
spełnia
do
dziś
Obietnica…
Tej
nocy otworzył mi się 7 rozdział księgi Tobiasza. Opowiada On o
momencie w którym Tobiasz podczas podróży po pieniądze swojego
ojca, przychodzi wraz z Rafałem do
domu Raguela, ojca
Sary, która może
stać się jego żoną, bo według prawa jako pierwszy może się o
nią starać.
W domu Raguela, dochodzi do zaślubin między Tobiaszem, a Sarą.
“A
Raguel posłyszał te słowa i rzekł do młodzieńca: «Jedz i pij,
i niech ci będzie dobrze tej nocy! Nie ma bowiem żadnego człowieka,
oprócz ciebie, który by miał prawo wziąć Sarę, córkę moją,
za żonę, bracie. Także i ja nie mam władzy dać jej innemu mężowi
oprócz ciebie, ponieważ ty jesteś najbliższym krewnym. Ale teraz,
moje dziecko, muszę ci powiedzieć prawdę: Dałem ją już siedmiu
mężom spośród naszych braci i wszyscy umarli tej nocy, w której
zbliżali się do niej. A teraz, dziecko, jedz i pij, a Pan będzie
działał przez was». I rzekł Tobiasz: «Nie będę jadł i pił
tak długo, dopóki ty nie rozstrzygniesz mojej sprawy». I rzekł mu
Raguel: «Ja to robię. Ona jest dana tobie zgodnie z postanowieniem
księgi [Prawa] Mojżesza i niebo też postanowiło, abym ci ją dał.
Weź więc swoją siostrę! Od teraz ty jesteś jej bratem, a ona
twoją siostrą. Jest ona dana tobie od dziś na zawsze. Niech Pan
nieba będzie, dziecko, łaskawy dla was tej nocy i niech okaże wam
miłosierdzie i da pokój!» Potem zawołał Raguel córkę swoją
Sarę, i przyszła do niego. A on ujął jej rękę i oddał ją
Tobiaszowi, i rzekł: «Weź ją zgodnie z postanowieniem i wyrokiem
zapisanym w księdze [Prawa] Mojżesza, że należy ci ją dać za
żonę. Masz ją i zaprowadź ją w zdrowiu do swego ojca. A Bóg
niebios niech was obdarzy pokojem!» I zawołał jej matkę, i
polecił, aby przyniosła zwój [papirusu] i napisał na nim
zaświadczenie o zawartym małżeństwie i to, że daje mu ją za
żonę, zgodnie z wyrokiem Prawa Mojżesza. Teraz dopiero zaczęto
jeść i pić.” (Tb 7, 10-14)
Tej
nocy Bóg pokazał mi księgę Tobiasza, która stała się moją
obietnicą, Jego obietnicą dla mnie. Obietnicą w którą wierzę do
dziś. Obietnicą, która spełnia się na moich oczach. I choć
musiałem chwilę poczekać by zobaczyć jak się realizuje, dziś
widzę i doświadczam tego jak już
zmieniła i nadal zmienia moje życie.
C.D.N.

Komentarze
Prześlij komentarz